Friday, May 18th

Ostatnia aktualizacja01:31:59 PM GMT

Jesteś tutaj:
Reklama
first
  
last
 
 
start
stop

ME w piłce ręcznej. Między piekłem i niebem

Share

serbia_me_logoPrzed nami decydujące rozstrzygnięcia serbskich mistrzostw Europy w piłce ręcznej. Powoli opadają emocje związane z dramatycznymi pojedynkami naszej siódemki i pojawia się... złość bo do szczęścia było naprawdę niedaleko. Obecnie media próbują skierować uwagę polskich kibiców na "aspekt londyński". Odwołam z przytupem moją pomyłkę, ale sądzę, że tematu nie ma bo Serbowie nie będą w stanie przebić się zarówno przez Chorwatów lub w gorszym razie - bo to oznaczałoby, że pokonali sąsiadów - przez zwycięzcę dwumeczu Dania - Hiszpania. Powodów jest kilka. Ponieważ jest to jednak materiał poświęcony polskiej drużynie wystarczy pierwszy. Brak doświadczeń w meczu o stawkę. W niczym tego nie zmienia, ani awans do czwórki, ani pokonanie wcześniej Danii czy nawet Polski. I tyle. Wracając do występu Polaków, kolejny raz mogliśmy przekonać się, o czym pisaliśmy przed turniejem, jak wyrównana stawka jest w tej dyscyplinie. To co działo się w grupach było wręcz niewiarygodne. Swoje szanse marnowali nie tylko Polacy. Tylko w naszej grupie poza Serbami i Szwecją, każda z czterech drużyn dosłownie ułamkami sekund decydowała o swoich losach.  Zwróćmy uwagę, że lanie zebrali aktualni mistrzowie świata Francuzi, a Polakom i... Macedończykom wicemistrzowie globu Duńczycy zawdzięczają pozostanie w turnieju oraz, jak to brzmi, w dalszym ciągu szansę na złoto. Polakom, bo nasz zespół zmarnował swoje okazje w meczach z Szwecją i Macedonią. Tym drugim, bo na siedem sekund przed końcem  Lazarov spudłował tylko raz. Piłka szczęśliwym trafem została przy nodze bramkarza. "Poszła" kontra i na dwie sekundy przed końcem Duńczycy oszaleli ze szczęścia wygrywając jednym trafieniem. Patrząc z perspektywy wszystkich spotkań to właśnie  te dwie sekundy  to odległość między piekłem a niebem. Właśnie remis w tym meczu oznaczałby awans Macedonii do półfinału. Zapatrzeni w nas zespół zapominamy, że Polacy pociągnęli do piekła Niemców, którzy na minutę i czterdzieści sekund przed końcem prowadzili dwoma bramkami i już mieli grać o medale... No to jeszcze jedno zdarzenie, trochę zapominane bo wszyscy obstawiali zwycięstwo Polaków nad Macedonią. Nasz zespół specjalistów od pościgów z różnicy sześciu goli minutę i dwadzieścia sekund przed końcem miał dwa gole straty i piłkę w ataku i rywala na karze. Michał Jurecki przestrzelił, gdyby trafił i pozostał jeszcze ponad minuta gry, to... Punkt w tym meczu też dawał nam awans w końcowym rozrachunku. Zatem tylko tyle zabrakło aby oglądać dziś mecz półfinałowy, a w sobotę walkę o któryś z medali z udziałem naszej drużyny. Tak blisko było do nieba pierwszej czwórki. Niemal tyleż samo do piekła miejsc 9 -10 i trwożliwych myśli czy w ogóle przyjdzie nam dostać choć jedną szasnę walki o grę na Olimpiadzie i nieważne, że dotychczas najwyższe miejsce na Mistrzostwach Europy, czyli piąte wywalczyliśmy dwa lata temu. Gdyby nas zabrakło w Londynie, byłaby to pierwsza wyrwa w udziałach w wielkich turniejach od czasu kiedy selekcjonerem został Bogdan Wenta. To on, nie tylko, że wprowadził nas z powrotem do obecności wśród możnych, ale doprowadził nas do dwóch trofeów na mistrzostwach świata. To przypomnienie po to, aby nie zagotowały się głowy, niektórym kibicom, ale jeszcze bardziej działaczom. Za nami w walce o olimpiadę przepadli Niemcy. Klęskę ponieśli Rosjanie, szósty zespół ubiegłorocznych MŚ, nie wychodząc nawet z grupy. To kolejne argumenty, aby stonować emocje. Czołówka poszerzyła się jeszcze bardziej. Po latach posuchy już przed rokiem zapukali Węgrzy i Serbowie. Coraz wyżej są Słoweńcy i Macedończycy, którym w Serbii pomogli co nieco arbitrzy.

Co to wszystko oznacza? Po pierwsze trzeba zdobyć się na sportową ocenę tego co oglądaliśmy w sześciu meczach. Bilans to trzy zwycięstwa jeden remis i dwie porażki. Zatem chyba ostateczna lokata jest zbyt niska, ale to już wiemy. Pojedynek z Serbią był najsłabszym w turnieju pod względem dyspozycji przez całe spotkanie. O przebiegu trzech najbardziej "zwariowanych" po kolei z Danią, Szwecją i Macedonią zdecydowało absolutnie złe wejście w mecz. Każdy z rywali doprowadził w różnej fazie gry do minimum sześciu goli różnicy. To po prostu nie powinno mieć miejsca. Wywalczenie trzech punktów w tej sytuacji pokazuje nieprawdopodobny potencjał i... jeszcze raz zmarnowaną okazję. Najbardziej konsekwentnie Polacy zagrali ze Słowacją i Niemcami i wygrali. Pierwszy rywal, wszyscy wiemy, że słabszy "pękł" przed przerwą, drugi o określonej klasie, grający o najwyższą stawkę, dzięki chwilowej niekonsekwencji i podkreślmy to słabszej postawie bramkarzy odrobił straty i resztę znamy. Kiedy po raz kolejny dokonamy trudu odrzucenia emocji i przyjrzymy się statystykom wtedy możemy się zdobyć na w miarę obiektywną ocenę.  Wyraźnie trzeba powiedzieć, że przy tak wyrównanym poziomie i wyłącznie ciężkich meczach brak równowartościowych zmienników z powodu szeregu kontuzji wpłynął na ostateczny rezultat. Praktycznie tylko raz, w meczu z Danią postawa bramkarzy, tu Wicharego, miała jednoznaczne przełożenie na końcowy wynik. Kilka poprawnych interwencji Wyszomirskiego pozwoliło na zbudowanie przewagi z Niemcami. Na końcu spotkania, to niemieccy bramkarze mieli wyższy procent skuteczności niż polscy koledzy. Tylko wysoki procent skuteczności w ataku przeważył szalę, tej jednej bramki na naszą korzyść. Mecz z Macedonią to kompletna katastrofa. Owszem, w ataku co komentowali wszyscy tuż po meczu, ale także w bramce, na co nie zdobył się na chłodną analizę po meczu już nikt. Przypomnijmy, że przegraliśmy zaledwie dwoma bramkami, a bramkarz Macedończyków miał dwukrotnie wyższy procent interwencji! Na to wszystko nakładają się statystyki w różnych wariantach obronnych, gdzie Polacy królowali w klasyfikacjach mistrzostw do tej pory poza meczami, które pozostały. Zatem jednak niestety fatalna postawa bramkarzy. No i drugi biegun. Kontuzje pozbawiły nas wielu wariantów gry w rozegraniu. Na turniej nie pojechał starszy Lijewski, potem długo nie grał młodszy. Nie pojechał z wiadomych powodów Rosiński w efekcie czego Jaszka nie miał prawie okazji odpocząć. Do tego w trakcie kontuzja Tkaczyka i właściwie jesteśmy w domu. To zdecydowanie ograniczało trenerowi Wencie stosowanie różnorodnych wariantów i utrzymanie tempa gry oraz lubianej także przez nas gry na skrzydła. W ferworze walki, przy takiej ilości spotkań prawda o szerokości kadry na tych mistrzostwach musiała wyjść na jaw prędzej czy później. Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby Polska weszła do czwórki to w niej mogłaby walczyć już tylko ambicją, tak jak w meczach ze złym początkiem. Na więcej nie byłoby chyba tej drużyny już stać. W tej sytuacji muszą cieszyć udane debiuty na wielkiej imprezie Syprzaka, Wiśniewskiego, a nawet  Orzechowskiego, bo kadra pomału się starzeje i dobrze, że dochodzą do niej kolejni gracze. Szkoda zmarnowanej szansy, bo szczęście było naprawdę blisko, jeden punkt, a może tylko dwie sekundy. Takie były rozmiary czyjegoś szczęścia i czyjejś porażki, a przecież jeszcze cztery mecze.

Dariusz Przybylski

Share